na tytuł mnie nie stać

może lepiej nam było w getcie. woda niczym rynsztok a rynsztok niczym
kiedy chleb czarny jak moje warkocze i niezbywalny jak twoje rude dzieci.
żeby tak nie darły gąb niedomagały bez mleka i miodu żylibyśmy. gdybali
zgodnie dymali dozorcę który stróżował całkiem koszernie chociaż przaśny.
baranie! trzeba było nie dozorować stróża tylko czekać na Mesjasza.
pustostan nie Eden ale piwnica kryta dechą. a propos owieczek -

podobno Jezus też był rudy. nigdy się nie przyznawałam ale ja w Niego wierzę
i nie wierzę plotkom; był śniadym brunetem o którego się modliłam
ale jakimś cudem wyżebrałam ciebie. wiem wiem - Bóg nie zna dowcipów
o totalizatorze. na nieszczęście ty się ciągle kiwasz a ja nie mam szczęścia
do typów na chybił trafił.

dosyć wypatrywania gwiazd romantyzmu reumatyzmu też nie wyglądam
dlatego poszukam wyspy. obiecanej w kalendarzu przez okres ochronny
a ja nareszcie mam i kalendarzyk i okres. aha; kapelusz pod ławką puszka
na ławce a dzieciaki poszły się bawić w doktora. no co się tak gapisz? odłóż
tę poobijaną trąbkę; przecież bardziej brudne i obrzezane niż moja kiecka
i twój pogrzebowy interes - już nie będą.
  • Autor notki: Kasiaballou vel Taki Tytoń
  • 29 lipca 2015, 10:24:05
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 2

Podoba się (1)

Komentarze (2)

    • k b
    • 03 sierpnia 2015, 21:49:30

    tak mi się pomyślało, czy istotnie zadaniem ludzkości, tym największym, jest przedłużanie gatunku...
    bohaterzy wiersza raczej nie grzeszą (czytaj: nie błyszczą) intelektem, kasą też chyba nie - na pewno nie w nadmiarze.
    i w duszach romantyzm - jak reumatyzm, prawda.

    fajnie się czyta, tak obrazowo-sytuacyjnie.
    pozdrawiam Kasiu :)

  • powiadają, że nie samym chlebem człowiek żyje. z drugiej strony jak każda istota żywa człowiek ma w swojej naturze zakodowany silny instynkt samozachowawczy, pozwalający przedłużać gatunek. to cecha pierwotna, ale naturalna i czy nam się to podoba, czy nie jednak dominująca, a zawdzięczamy ją ewolucji. w sytuacjach ekstremalnych daje o sobie znać ze zdwojoną siłą. tak jest w przypadku pary z wiersza. są prymitywni, a jednocześnie naturalni. instynkt pozwala im na przetrwanie, chociaż nie dogadują się w kwestiach elementarnych potrafili wiele przetrzymać i to jest ich siłą. stać ich i na romantyzm, peelka mówi, że go oczekiwała i się nie doczekała, a więc jest jakaś wewnętrzna potrzeba czegoś więcej niż tylko chleb. peelka odchodzi, bo jest rozczarowana, bo nie ma widoków na romantyzm, chociaż wypatrywała gwiazd - może się jedynie nabawić reumatyzmu. tak że nawet wśród prymitywów jest pragnienie piękna i finezji, tak sądzę. jest ten pęd do uszlachetnienia jednostki. peel jest swojego rodzaju romantykiem, który kiwając się niewiele robi dla rodziny, jest oderwany od rzeczywistości. jego postawa nie pozwala jednak na idyllę, wręcz odwrotnie - pelka zarzuca mu nieudolność, jest jej typem na chybił, nie trafiła, nie o taki romantyzm jej chodziło. ich związek rozpada się przez przyziemie... cieszę się, że własnie ten wiersz zatrzymał Cię na dłużej, serdeczne Krzysztofie :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się