Kasiaballou vel Taki Tytoń - Dziennik

prośba


zanim zwiniesz się w kłębek poszukując początku
na zakończeniach nerwów nie przegap impulsu
który swoim tempem pozwala składać dłonie
ale nie w domek dla ślimaka. uważaj na obrastanie

chityną i wznieś się proszę ponad pancerz
żebym mogła uścisnąć. nie poznasz smaku
bezdroży z chałupą mięczaka na grzbiecie.
  • 20 maja 2015, 13:36:59
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

cicha bocznica albo głośna kropka


szeptucha ciężko odrzuca lekki grzebień
z kości słoniowej. już nie będzie rozczytywać
barwnych kosmyków. rozkłada bezradne
ręce nad puklem bezpańskich myśli: puste

i takie ciii sza sza. nikt nie tłucze
szklanek nie zgarnia rozsypanej
soli. leży na progu obok cukru i siarki
nieprzybita podkowa. zabrakło guseł

żeby cofnąć albo tylko sercem przekierować
słowa jak parowozy na mniej ślepe tory. para
uszła bocznicą omijając gwizdek. niemy

peron na zapomnianym dworcu. bezdomny czas
zasnął pod ławką. zabrakło czcionek na prozę
i nikt nie pochyla się nad wierszami ale jest tekst
ponad pojemną i całkiem głośną KROPKĄ.
  • 04 maja 2015, 14:17:06
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

mistrz ikebany


najpiękniejsze rozdawałeś spragnionym muślinu
który ścinał rozmarzone główki. w poczuciu spełnienia
po kolejnym podboju wyposzczonych rąk głodnych
twoich kompozycji. stałam obok

z pustym wazonikiem wpatrzona
w zręczność alabastrowych dłoni
oczarowana finezją gestów mową sprężystego ciała
ale nigdy do mnie nie przemówiłeś
czerwoną różą. tułam się

po ostatnim rzędzie z przeznaczeniem w dłoniach
kupione gdzieś w markecie
żółte tulipany.
  • 30 kwietnia 2015, 11:30:49
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

bez podszewki


jestem kolorowym ściegiem. biegnę z tobą
w bluzie z kapturem. chowamy się
przed szorstkim światem hałaśliwych reklam
smartfonów tabletek na pozorną bliskość
i podobnie karykaturalne szczęście.

kochamy w wewnętrznych kieszeniach
składając los w dłonie gotowe razem
wyplatać przędzę. ofiarować sobie to
czym cerujemy podziurawione mostki.
  • 28 kwietnia 2015, 12:33:45
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

pandemia


powiedziałeś "odejdź już
nie potrafię zaprzeczać jak nikt
przystajesz do zainfekowanego zsuń się
albo zacznij kasłać może wypadnę

wracając w siebie uciekam niczym
ostatni ale niepierwszy któremu pisane dochodzenie
po kantach trójkąta"

ta wilgoć kochanie i słota toczą drabiniasty
bywasz pod żeby za moment odnaleźć i mnie
na deskach wozu ze śliskiego drewna
które nie powinno krzyżować

nieumiarkowanych co przepijają do przystanku
gdzie oberża pod siedmioma grzechami
kiedy trzeciego jak grypy nie sposób wykasłać
wszystkie główne niech zniesie ta obłożna miłość
  • 27 kwietnia 2015, 13:49:42
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

retrospekcja albo retoryczne

- Armandowi -


jabłoniowy sad: tam najedzeni grzechem porzuciliśmy
lniane koszule. w dolinie rozkoszniał nasz jordan
gdzie z duszą na ramieniu chrzciliśmy chętne ciała
wyznając wiarę w siebie bo przecież chodziło o przetrwanie
niejednej pustynnej burzy. pamiętasz jeszcze? rozwiązłość myśli

na wzór ostatniego kuszenia albo roztargane drzewo
którego dziupla skrywała intymności niczym skarb azteków
wykopany na skraju epoki. biegliśmy w wirtualną erę
niczym w deszcz mając gdzieś meksyk daty i szerokości
żeby boso przyprawiać planetę o kolejny obrót. tak pisze się

bitmapowa historia prastarego uczucia które ma siłę
wznoszenia i moc obracania w ruinę. zliczasz cegły? ważysz
spoiwo? odmierzasz baryczne niże? na widnokręgu
wśród łatwopalnych słów dwa cienie turlając się gonią horyzont. niedojrzałe
owoce zerwane przed czasem przez porywisty cyklon: co w nas

z tamtych gejzerów? tylko szlam i garść popiołu? w pamiętniku
bladozielone notatki wciąż pachną papierówkami i obietnicą
że nie przestaniesz wpisywać mnie w siebie. dlaczego nie dostrzegasz
kolorów? rozciągasz panoramę na czerń i biel. składam pocałunek
jak pieczęć pod ostatnim słowem z twojego zero-jedynkowego e-booka.


  • 15 kwietnia 2015, 21:34:53
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

moja eM


jest silnym mężczyzną z rodzaju
kobiecych wędrowniczek Pojawiła się
w błyskach piorunów wychyliła z puszczy Miała zielone
kosmyki i orzechy w oczach a angielski podbródek
otulony szczeciną Nie musiałam pytać o imię Było

wytatuowane pod żebrem Dotknęłam żeby się upewnić
że wciąż tam jest O jedno muśnięcie za daleko Speszona

poszybowała nad Berdyczów pozostawiając mnie
w środku burzy Zaszyłam się w lesie
z nadzieją że odzyskam zieleń ale
jej promyk dopadło fatum Odebrało orzechy
i już nie będzie mi dane pieścić

silnej szczeciny na delikatnym
angielskim podbródku
  • 12 kwietnia 2015, 11:55:51
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

w dzień co następuje


kibol goli potylicę pod dziarę sentencji łacińskiej; jedynej jaką zna
ten kudłaty przy murze poznał więcej dlatego spina usta w cegłę kiedy
ciotka weronka decyduje się na permanentny makijaż; też chce pocierpieć
i teraz będzie gotowa; jakby co

tamtej kobiecie potłukło się lustro tak że nie było co sklejać; na progu kuchni
chłopak odebrał telefon i po prostu nie wyszedł pod trzepak; nikt nie zauważył
bo kołnierzyk z odklejonym uśmiechem i flagą pod pachą wpasował się w kadry
gdy w tym czasie jakaś matka paliła nocną koszulę; już nie będzie spała

w hałas

syreny wyją od umierania dzwony pękają
dymi się w szkle przelewa i tylko kutas czas nie staje
ale strzela fleszami z nadpalonych knotów
a przecież -

kwiaty bezszelestnie odchodzą od korzeni
drzewa umierają w szeptach korników
pożoga stapia dzioby w niejednej koronie
na cmentarzysku nawet słonie opuszczają trąby -

tutaj cisza pod kolanami
zapomina zmilczeć


______________________

11 kwietnia 2010
  • 10 kwietnia 2015, 10:39:52
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Algebra


Tak wiele prozą powiedziane
a wciąż nie bliżej nam lecz dalej
w naręczach wierszy pokutujesz
z ogromnym żalem dziś rymuję

i nie zbuduję żadnej twierdzy
i nie zatrzymam cię frazami
ani sekwencji całą garścią
jesteś już cieniem coraz dalej

przebiegasz obrzeżami myśli
topniejesz lodem na języku
może byś chociaż mi się przyśnił
przecież nie zastawiłam wnyków

mogłabym wyśnić nasz ułamek
zmieścić uczucie gdzieś pod kreską
a licznik oddać ci kochanie
żebyś zaprosił po sąsiedzku

poczułabym się bardziej ważna
obdaruj proszę mnie swym czarem
a potem odejdź wraz z porankiem
czas wskaże jak postąpić dalej.
  • 28 marca 2015, 15:22:15
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Akty niestrzeliste


Chrystus piechotą przeprawił się przez wodę podobno
pokonał kręgi wiary i kartę dziejów Moja prababcia też
przekroczyła Bug żebym dziś mogła napisać: Warszawskie Dzieci
nie pochodzą tylko znad Wisły - biorą się
z obrzeży mapy Pytasz czemu

nie całuję prałata w pierścień a biorę
w usta Zastanawiam się dlaczego adorujesz
pokornie za popem wokół ołtarza chociaż znasz smak
łechtaczki W akcie pojednania
może weźmiemy cywilny ślub Uświęcimy profanum
aktem z liberalnego magistratu
  • 27 marca 2015, 10:58:42
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Jeden Dwa Trzy Cztery /ost./


Kolejną WIOSNĄ w różowych wnętrzach zasadzi nowe życie, posieje ziarno, z którego wyrośnie jarzębina, odporna na zmiany klimatyczne. Tak, w oczekiwaniu przetrwają do JESIENI. I kiedy zazdrosny Zeus przeniesie hen syzyfową górę, targając ich łodzią aż po Arktykę, jego osobista Atena wyskoczy z genialnym pomysłem zamieszkania w krainie wiecznych mrozów. Wtedy wybuduje ciasne igloo, żeby ogrzewali się własnymi ciałami. Gorętsza połowa zadba o drzewo, otulając je oddechem, pachnącym kosztelą i dociepli ostatnimi, kiedyś zdjętymi koszulami. Porzuconymi tylko dla niego i przez niego tylko dla niej. Jarzębina obdaruje ich soczystymi owocami, wyjadanymi z ust. I będą szczęśliwie trwać przy sobie, pomimo przejściowych ciemności. Razem stawią czoła przeciwnościom losu. Zagrają na nosie kapryśnej pogodzie i złośliwemu Olimpowi. Przetrzymają ZIMĘ, głód i chłód dzięki splecionym dłoniom, pocieraniem noska o nos, ciała o ciało, chuchaniem na swoje płodne drzewo.

Tymczasem siedzi nad filiżanką zimnej, jagodowej herbaty. Przygląda się Murzynkowi z opakowania Calypso. Wciąż nuci Vivaldi'ego. Rozsmakowuje swoje zawieszenie. Patrzy na pełną popielniczkę. Tęskni za czasami, kiedy pisano listy. Czuje gorycz w ustach. A wszystko zaczęło się od języka i na jego nieoheblowanej strukturze zakończyło.



  • 26 marca 2015, 14:25:57
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 1

Podoba się (0)

Komentarze (1)

  • trzecie podejście do sztalug, całkiem nowe doświadczenie, no ale jestem mrówa, hehe ;)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Jeden Dwa Trzy Cztery /cz.2/


LATO. Rozsmakowywał ją delikatnie, bez pośpiechu. Lubił intonować sekwencje, a nawet całe treści. Rozcierał o podniebienie, wyobrażając sobie czym smakuje od środka. Co mógłby wyprawiać językiem, poszukując jej punktu Gie. W fantazjach staje się mężczyzną, zdolnym przenieść syzyfową górę bliżej Arki Przymierza, która na wieki utknęła w górskim masywie. Syzyf jest odkrywcą, a on kolejnym Noe. W czasie potopu, wywołanego nie gniewem bogów, ale jej rozkoszą, zabiera ją do łodzi. Palcami otwiera niejeden wewnętrzny ocean i swoją męskością defloruje nieopisane głębie. Przy udziale wszystkich członków dopieszcza buzujące wulkany, żeby erupcja sięgnęła stóp. Jest jego nie do końca zdobytym szczytem, bezludną wyspą, o której zawsze marzył. Akwenem koralowców, nabrzeżem Piętaszka, Różą Wiatrów i kapłanką Neptuna. Syreną, której pozwala śpiewać, nie dbając, że powiedzie go na mieliznę, gdzie bezpowrotnie utknie. Albo będzie prowadziła ku bezdennej toni i może zostanie mu odebrane światło, potem oddech. Z nią mógłby pobłądzić i na bezdechu, a nawet w całkowitej ciemności. Byleby pozostałymi zmysłami czuć, że oto jest w posiadaniu: zmierzwionego buszu włosów ponad dwoma błękitami, w którch można zatonąć od pierwszego spojrzenia. Wie, że tylko jemu jest dane rozczesywanie kosmyków, opadających na wydatne pagórki, u brzegu pszenicznej niwy. W jej kolebce tylko dla niego pulsuje padołek. Poniżej upragniony ogród na wzgórku, gdzie w dolinie rozkosznieje strumyk. Po nieckach i krągłościach posuwa się coraz niżej i niżej, żeby się upewnić, że teraz ona już nie tylko serce ma gorące, ale również stopy.
  • 26 marca 2015, 14:25:03
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Jeden Dwa Trzy Cztery /cz.1/


Siedzi nad filiżanką zimnej, jagodowej herbaty. Przygląda się Murzynkowi z opakowania. Znów nuci Vivaldi'ego. Takie zawieszenia zdarzają mu się coraz częściej. W popielniczce zgliszcza ostatniego maila. Kto dziś jeszcze pisze listy? Dlatego wydrukował i spalił, w akcie dezaprobaty dla tego smutnego faktu, ale i z powodu treści. A zaczęło się, jak w baśni: kolorowa dziewczyna i ciekawy jej atrybutów chłopak. Panna-odludek i samotny jeździec. Spotkali się przypadkiem. Poznawali powoli, smakowali, jak lody Calypso, obsypane kakaowymi wiórkami. Nie było zbyt słodko, może dlatego każde kolejne liźnięcie trącało prawdziwą ambrozją?
  • 26 marca 2015, 08:54:20
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

allo?!... aaa psik...!


nie! nie chcę chusteczki. podaj mi podsuń
swój rękaw. wypłaczę się przez smarki
zniewieściałych facetów i męskie baby. tak!
mam to w nosie. nie! nie wiem skąd. są
i mnie tarmoszą. tak! za wiersze.

radzisz żebym kichała? "bo ty mówisz
i masz"!
  • 25 marca 2015, 15:03:40
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
  • 23 marca 2015, 17:26:48
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

czarne perły albo północne safari


kolejni powinni zawrócić zanim wyruszą
albo wyruszyć żeby nie zawracać
silni wiarą że im się upiecze

na cenie słońca topniejącego
od ran okładanych lodowatą
kalkulacją: jak długo jeszcze

otwierać je newsami
bo łzy muszą byyyć
świeże
  • 23 marca 2015, 11:18:15
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
  • 18 marca 2015, 22:04:28
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

chemioterapia


odjeżdżając ominąłeś i się rozbiłam
o lipę. reanimacja uświadomiła
że to nie tylko połamane pióro wykręcona lotka
ale nowotwór ujawniony podczas transfuzji.

odbierał oddech obkurczał umysł odmawiał
sercu miarowego rytmu. przed oczami falowało
graffiti na skórze innej.

w mroku rozmieniałam resztki siebie
i ciebie obojętnego na rany
które nie chciały się domykać.

zawalczyłam o ostatnie komórki
czystej krwi które bezdusznie
wynajmowałeś.

chwyciłam za skalpel żeby ukarać
dwa ciała za jedną duszę. kołatanie pod żebrem
wytrąciło z dłoni ostrze bo nie ma we mnie siły
na przetaczanie. sięgnęłam po antidotum
ale trucizna nie wypaliła cię z wnętrza
które toczyła śmiercionośna zazdrość.

są choroby z którymi nie da się walczyć
trzeba z nimi żyć projektując wstecz
przecież tak właśnie postępuje rak.
  • 15 marca 2015, 15:24:58
  • Podoba się: 1
  • Komentarze: 0

Podoba się (1)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

spartańska geografia martwa architektura


nie utrzymałeś i się upuściłam
wiesz: jestem wybrzeżem skorup
i nie wiem już czy kolejna fala
zapowiada rozmycie czy może
niesie namiastkę spoiwa.

w porcelanie pomieszkiwało smutne echo
przecież znałeś zawartość. mówisz
o stepie którym tylko na skraj urwiska.

żyjemy w różnych szerokościach
ale miewamy podobne klimaty. łatwo się stoczyć
na dno
ceramiki żeby pojąć że nie ma się gdzie ukryć
do czego wracać o co odbić
żeby zarezonować. taki krajobraz

nie uszczęśliwia konesera
odstrasza turystę. stłuczka wygląda
cierpliwości zegarmistrza precyzji jubilera. wiem
jak ciężko układać nierówne puzzle. wychodzisz

po siebie
na partyjkę brydża. roztańczona talia
sama ułoży się pod palcami.
  • 15 marca 2015, 15:20:39
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

pętla


na katafalku
pusta skorupa. dokarmiała się osierdziem
z obwarzanka serc ale zeszła
bez jednego.

otulona chochołem
wydmuszka po nosatym pajacu
- toastując żarłaczył i przyszło
zadyndać na jelicie.

odpływanie z kokonu
a turban niczym
bandaż oplata resztki projekcji
o stu hurysach na które zabraknie
oboli. przez styks

prosto z mostu
do łodzi jeszcze zdążyło wskoczyć
naiwne truchło sprasowane
tirem kuszone ostatnim uderzeniem
wioseł.

wilgotny zmierzch
a ja czuwam pomimo
suchej cipki i sahary w oczach
będę

wspominać co anielskie
ale nawet bies nie ma mocy
lubrykanta
żeby wytrącić chociaż jedną
miarkę słonawego współczucia.


  • 15 marca 2015, 15:05:22
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się